Obiekt tygodnia

Józef Firmanty, 1913-1995

Tak witano orszak po ślubie przed wojną

Józef Firmanty, 1913–1995

59 x 84,5 cm, olej, płótno na pilśni

MNKi/E/5285

 

 

 

Wesele i ocepiny

Józef Firmanty, 1913–1995

73,5 x 80,5 cm, olej na płótnie

MNKi/E/5306

 

 

 

 


Wesela naszych przodków

Wesele przed I wojną światową, a także w okresie międzywojennym było ważnym wydarzeniem nie tylko dla państwa młodych i ich rodzin, ale również dla całej społeczności wiejskiej. „W tych czasach wioski były zabite przysłowiowymi deskami i odgrodzone od reszty świata. Do miasta daleko, brak komunikacji, a rozrywek kulturalnych nie było żadnych. Toteż wesela i obrzędy związane z nimi były wielkim wydarzeniem w życiu wsi” – pisze Tomasz Gajda.

Temat ten znalazł także odbicie w twórczości Józefa Firmantego, który malował wydarzenia ze swojej wsi i najbliższej okolicy. Co ważne artysta był bardzo dobrym obserwatorem i miał fenomenalną wręcz pamięć. Dlatego jego obrazy możemy traktować jako dokumenty minionych już czasów.

W zbiorach Muzeum Narodowego w Kielcach znajdują się dwie prace pędzla Firmantego, ukazujące obrzędy weselne przed drugą wojną światową. Pierwszy z obrazów zatytułowany Tak witano orszak po ślubie przed wojną przedstawia młodą parę, która wróciła z kościoła i na progu domu, zgodnie z tradycją, witana jest chlebem i solą. Wtedy też jedno z rodziców wypowiadało słowa: „Witajcie jako mąż i żona. Witam was chlebem i solą, żeby wam niczego w życiu nie brakło”. Często też podawano dwa kieliszki – jeden z wódką, drugi z wodą. Komu trafił się alkohol, ten miał mieć większy posłuch w małżeństwie. Kieliszki trzeba było koniecznie potłuc, a gdy to się nie udało, uznawane było za złą wróżbę dla dalszego pożycia młodej pary. W lewym rogu obrazu artysta uwiecznił kapelę, która obowiązkowo grała przy witaniu młodej pary oraz gości. Stroje muzyków są charakterystyczne dla Krakowiaków Wschodnich, regionu z którego Firmanty się wywodził.

Zazwyczaj śpiewano wtedy:

W lesie pod kaliną
Borwinek zielony,
A Jasiu z Marysią
Już jest ożeniony.

W centrum obrazu widoczne jest, na wysokim drzewie, bocianie gniazdo, które ma charakter symboliczny. Uważano, że bocian wróży gospodarzom liczne potomstwo lub bogate plony. Po przywitaniu goście zapraszani byli do domu na obiad, w trakcie którego częstowano kapustą z grochem lub fasolą, kaszą jęczmienną z mięsem albo jaglaną z mlekiem. W domach bogatszych gospodarzy podawano kiełbasę, kiszkę, salceson oraz boczek.

Drugi obraz Józefa Firmantego Wesele i ocepiny ukazuje kulminacyjny moment uroczystości weselnych – oczepiny, czyli symboliczne przejście panny młodej ze stanu panieńskiego w zamężny. Nazwa obrzędu pochodzi od czepca, nakrycia głowy, które nosiły tylko mężatki. Zwyczaj najbardziej popularny był w XIX wieku i lokalnie w początkach XX wieku. Na wsiach polskich obrzęd ten przebiegał bardzo podobnie, różnił się jedynie sposobem zbierania pieniędzy na czepek (do zapaski lub do misy) oraz przyśpiewkami i towarzyszącymi zabawami. Oczepiny organizowane były zwykle po obiedzie lub bliżej północy. Interesującą nas scenę artysta umieścił na pierwszym planie obrazu. Panna młoda ubrana w białą suknię i welon siedzi na krześle, a przed sobą ma misę, do której wrzucano pieniądze. Wcześniej kobieta sadzana była zwykle na dzieży odwróconej do góry dnem. Dzieża służyła do rozczyniania mąki i wyrastania ciasta chlebowego. Naczynie to miało znaczenie symboliczne – zapewnienie dostatku i obfitości w domu młodej pary, by chleba nigdy w nim nie zabrakło. Przy zbieraniu pieniędzy pomagał też starosta, druhny i goście weselni, którzy zachęcali przyśpiewkami do dawania bogatych datków.

Jeszcze mało, jeszcze mało,
Jeszcze by się więcej zdało.

Józef Firmanty urodził się 27 lutego 1913 roku w Korytnicy koło Staszowa, a zmarł 23 września 1995 roku. Był twórcą ludowym, malarzem prymitywistą, poetą i wspaniałym gawędziarzem. Przez całe życie zajmował się pracą na roli, a edukację zakończył na pięciu klasach szkoły powszechnej. Malować lubił od dziecka, jednak bieda i obowiązki domowe, które spadły na jego barki, nie pozwoliły na wczesne rozwinięcie talentu. Do swojej pasji powrócił dopiero w wieku 60 lat. Przez prawie całe życie mieszkał w rodzinnej Korytnicy. Wielki świat wezwał go tylko dwa razy. Pierwszy raz, gdy otrzymał wezwanie do służby wojskowej (służył we Lwowie), drugi raz, gdy uczestniczył w jednej z najcięższych bitew kampanii wrześniowej.

Jego dorobek osadzony jest bardzo silnie w realiach chłopskiego życia. Opowiada w nich o pracy na wsi, obrzędach, zwyczajach, a także o czasach okupacji niemieckiej. Tworzył w konwencji bliskiej tzw. naiwnego realizmu.

O sobie mówił tak: „W wolnych chwilach maluję jako samouk. Jednym się podoba drudzy mówią, że to szmira. No cóż robić, brak szkoły i dlatego brak uznania, i z tym trzeba się pogodzić”.

Z czasem jego twórczość była coraz bardziej doceniana, co Firmanty też skrupulatnie odnotował: „Lata płyną, czas się mieni i to moje malowanie, po prostu wierzyć się nie chce, nabiera teraz uznania. Na konkursy mnie zapraszają, sztuka naiwna jest w modzie”.

W zbiorach Muzeum Narodowego w Kielcach znajdują się 22 prace Józefa Firmantego.

 

Oprac. Anna Latos-Paryska

 

Bibliografia:

Tomasz Gajda, Wesela, badania terenowe, MNKi/Mat/E/241-242.

Halina Mielicka, Kultura obyczajowa mieszkańców wsi kieleckiej XIX i XX wieku, Kielce 1995.

Barbara Ogrodowska, Polskie tradycje i obyczaje rodzinne, Warszawa 2008.

Stanisław Suchorowski, Wesele świętokrzyskie, Kielce 1938.

Powrót