Zbiory online
Morze po zachodzie słońca (Rozewie)
Informacje o obiekcie:
| Dział / Oddział: | Malarstwo i rzeźba |
| Typ obiektu: | Obraz |
| Datowanie: | po 1920 r. |
| Autor: | Stefan Filipkiewicz (1879-1944) |
| Miejsce powstania lub znalezienia: | Polska |
| Technika: | olej |
| Materiał: | płótno |
| Wymiary: | 60 x 80,5 cm |
| Nr inwentarzowy: | MNKi/M/1327 |
Stefan Filipkiewicz uznawany za jednego z najzdolniejszych uczniów mistrza krajobrazu Jana Stanisławskiego zawdzięcza swą sławę przede wszystkim pejzażom tatrzańskim. To od nich rozpoczęła się jego kariera i nie przestał ich malować przez całe życie. Góry były jego fascynacją i miłością. W dojrzałym okresie twórczości zafascynowało go również morze, a właściwie jeden konkretny fragment polskiego wybrzeża – Przylądek Rozewie. W latach 30 – tych powstała cała seria pejzaży z Jastrzębiej Góry i Rozewia – najbardziej na północ wysuniętego skrawka polskiej ziemi. Nie była ona wynikiem jednego wakacyjnego wypadu, lecz corocznych wypraw do miejsca, które Filipkiewicz uznał zapewne za najbardziej malownicze na krótkim wtedy polskim wybrzeżu. Stromy klif mógł przywoływać pamięć ukochanych gór. Malarz zabierał swe przenośne sztalugi i olbrzymi zasłaniający go przed palącym słońcem parasol i zasiadał na skraju urwiska. To miejsce mogło przyciągać go nie tylko ze względu na niewątpliwie fascynujący krajobraz, ale również z pobudek patriotycznych. Tu bowiem kilkanaście lat wcześniej wielokrotnie bywał, a według legendy również pracował inny wybitny polski twórca Stefan Żeromski. W roku 1933 nazwano jego imieniem latarnię morską na Rozewiu. Żeromski, dla wielu mu współczesnych był uosobieniem patriotyzmu, a i Filipkiewicza uważano za wielkiego miłośnika ojczyzny. I to nie tylko dlatego, że przenosił na płótno najpiękniejsze fragmenty polskiego krajobrazu. Malarz w latach 1914-1917 służył w Legionach i był autorem projektu mundurów i tarcz legionowych, a czasie II wojny światowej działał w konspiracji.
Kielecki obraz jest jednym z wielu podobnych ujęć rozewskiego klifu. Powtarza się w nich niezmiennie widok morza z rozległym teatrem pokrytego obłokami nieba i fragmentem nadbrzeża zdominowanego przez sylwety zdeformowanych przez wiatr sosen i potężnych buków. Na omawianym obrazie nie ma konkretnie wyodrębnionych kształtów drzew, lecz bezwładna plątanina zieleni, szarości i błękitów na tle brunatno-czerwonawego podłoża klifu. Obraz podzielony jest po przekątnej na dwie prawie równe części – po stronie lewej to ciemny klif pokryty zielenią późnego lata i brunatna plaża w dole, po prawej woda zlewające się na horyzoncie z zachmurzonym niebem. Utrzymane w pastelowych barwach szarości, błękitu, bieli i różu morze przybiera barwy bardzo zbliżone do skłębionych nad nim obłoków, spoza których przebija tylko gdzieniegdzie czysty błękit. Farba zarówno w partii pokrytego roślinnością klifu jak i rozjaśnionego szarego morza nakładana jest impastowo.
Pozornie na obrazie nic się nie dzieje, ale diagonalny układ kompozycji sprawia, że jest on dynamiczny. Większość z nadmorskich krajobrazów Filipkiewicza zbudowana jest podobnie.








